Sunday, 25 September 2016

Dziewiarskie spotkanie trzeciego stopnia

Zaczyna się rozmaicie: "A co tam pani dzierga?", "To są druty czy szydełko?" albo "Ja też robiłam na drutach jak byłam młoda!" to tylko niektóre wariacje komentarzy, które słyszą dziewiarki dziergające publicznie. Zdania na temat takich zaczepek są podzielone. Ja należę do grupy, której to akurat nie przeszkadza - pewnie dlatego, że tych wygłaszanych "pod nosem" i tak zwykle nie słyszę (zaprawdę, głuchota jest błogosławieństwem!), a te kierowane bezpośrednio do mnie są zawsze wygłaszane z życzliwą intencją. No ale są komentarze i są Dziewiarskie Przygody, a w zeszły piątek przytrafiła mi się taka właśnie Przygoda przez duże P.

Początek jest standardowy: ja jeszcze-nie-spóźniona do pracy, tramwaj znika na horyzoncie, no więc cóż robić, trzeba usadzić się na ławeczce, wyjąć robótkę i dziergać. Co za pech. Aż tu nagle podchodzi do mnie mała dziewuszka, tak z sześć lat na oko, przybliża się tak nieśmiało i patrzy przez kilka sekund z niedowierzaniem, a potem odwraca się do swojej mamy i mówi teatralnym szeptem, jaki potrafią wydać z siebie tylko dzieci i staruszki:
- Mamo, mamo, zobacz, a pani robi!
Myślę sobie, że na tym się skończy, ale nie: mama z dziewuszką podchodzą bliżej i pytają czy mogą sobie popatrzeć. No więc oczywiście, że mogą: pokazuję robótkę, pytam, czy się im dzierganie podoba, a dziewczynka nagle ogłasza z ekscytacją:
- Bo ja się będę uczyć! Babcia ma już dla mnie druty i wełnę!
- O bądź pozdrowiona, siostro w dzierganiu, niech twa włóczka nigdy się nie plącze, a twe druty niech będą szybkie jak błyskawica i gładkie jak coś bardzo gładkiego! - wykrzykuję ja.
No dobra, wcale tak nie wykrzyknęłam, ale zachęciłam ją, żeby koniecznie spróbowała. Ostrzegłam, że na początku będzie jej trochę dziwnie, bo to zupełnie nowy ruch rąk, ale jak to opanuje, to wydzierga sobie wszystko. Dałam pomacać włóczkę w motku i robótkę ("Jakie to mięciutkie!"), a potem, cholercia, przyjechał tramwaj do pracy. Ale zdążyłam jeszcze życzyć dziewczynce powodzenia - wyglądała na tak zachwyconą, że na pewno pobiegła prosto do babci po druty.

Powiadam Wam, nikt się tak fajnie nie cieszy jak dzieci. Mam nadzieję, że dziewuszka i ja spotkamy się jeszcze kiedyś na jakimś Drutozlocie :)

Ja tymczasem dostałam po tym spotkaniu takiej werwy, że skończyłam mój pierwszy udzierg z Włóczek Warmii. Nie mogę go jeszcze pokazać w całości, bo jest na prezent, ale robiło mi się super, a kolory - chociaż zupełnie nie moje - są bardzo urokliwe:


Niech i Wam wszystkim trafiają się tylko takie miłe dziewiarskie przygody :)

5 comments:

  1. Przygoda wyzwala niekontrolowany uśmiech na twarzy, cóż za miły początek dnia:))) Moje nowe włóczki wciąż czekają na pierwszy chrzest bojowy, Ty już masz to za sobą i wiesz jak się sprawują, ja jeszcze troszkę poczekam:))) Pozdrowienia:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mam nadzieję, że i Tobie będzie się z nich fajnie dziergało. Przede mną jeszcze cała masa zieleni, akurat będą na zimę :)) Pozdrawiam też!

      Delete
  2. Mnie się podobają te kolory :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ach, bo do Ciebie chyba pasują wszystkie niebieskości, prawda? :) One mi się podobają też, ale są trochę nie dla mnie - nie wiem, czy też tak masz czasem? Kiedyś nosiłam się głównie na niebiesko, kto wie, może mi wróci ;)

      Delete
  3. Post jest naprawdę świetny i bardzo miło jest czytać i uzyskiwać informacje.
    โกลเด้นสล็อต
    สูตรบาคาร่า
    gclub

    ReplyDelete