Wielki zastrzyk pozytywnej dziewiarskiej energii związany z Drutozlotem sprawia, że znowu chce mi się tu zaglądać. Zwłaszcza że po okresie pełnym raczej przestojów roboczych niż robienia coś mi się wreszcie na drutach ruszyło. Postanawiam więc środkoworocznie dawać znaki życia.
Ciągle jestem pod wrażeniem Drutozlotu i Torunia. Było wspaniale, organizatorkom, uczestniczkom, sponsorom i w ogóle wszystkim należą się wielkie dzięki. Normalnie nie wypuszczałabym teraz drutów z rąk! A najlepsze jest to, że mogłam obejrzeć tyle wspaniałych udziergów, w tym również rzeczy, których sama nigdy bym nie zrobiła (np. najpiękniejszego szydełkowego jednorożca...). Oczywiście jestem trąbą jerychońską, więc z samego zlotu mam tylko jedno zdjęcie, ale za to pokazujące chyba, jak szczęśliwe były uczestniczki:
Ale Drutozlot, choć wspaniały, to nie wszystko: sam Toruń też był fantastyczny. To była moja pierwsza wizyta w tym mieście, ale na pewno nie ostatnia (i to nie tylko dlatego, że za rok kolejny Drutozlot... :) Miasto powitało mnie cytatami z Rejsu...
...i widokiem na Bareję...
a potem było już tylko piękniej:
![]() |
O patrzcie, duch jakiejś modelki rzadkiej urody nawiedza krzyżackie ruiny! |
Pozdrawiam wełniście z czarnej dziury!
M.
Kurczę, a ja tej studni nie przyuważyłam!
ReplyDeleteHa, no to już wiesz, czego szukać w przyszłym roku! :)))
DeleteThis comment has been removed by the author.
ReplyDelete